Nie będę się tutaj rozpisywać, że niby nie wiadomo jaką wielką fanką Pearl Jam jestem, bo nie jestem... Lubię ich, posłucham, ale większości tytułów nie pamiętam. Jedyny album, który znałam w całości to OST do "Into The Wild"...aż do teraz. Mianowicie ukazał się nowy album zespołu "Backspacer". Miałam ochotę go kupić, ale zrezygnowałam po tym jak zobaczyłam nasze rodzime wydanie... Dla niezorientowanych napiszę tyle, że jest to kopertka (polskie g*wno, polska cena) jak przy płytach z gazety (teraz nawet są już niektóre w pudełkach)... Sorka, ale jak kupuje płytę to mam zamiar się jeszcze super książeczką pojarać. Zdjęcia, teksty piosenek... Przecież każdy wie, że orginalne płyty kupuje się dla książeczek (po części). No ale, co dalej? Koleżanka mówi mi, że płyta jest super, oczywiście jest zagorzałą fanką PJ, ale o chwili dodaje, że mi ją prześle... No to ja ok i czekam na płytę.
Warto dodać, że album ukazał się własnym nakładem, bez żadnych wielkich wytwórni i super producentów. Na płycie jest wszystko co powinno być! Kawałki z rokowym pazurem, emanujące taką energią, że ciężko ci usiedzieć w krześle i kojące, niezwykle melodyjne i nastrojowe ballady. Muzycy z Seatle zafundowali nam około 40 minut czystej rozkoszy słuchania. Gdybym znała dokładnie całą dyskografię, powiedziałabym, że to najlepszy album w ich całym dorobku płytowym. Niestety nie znam, dlatego napiszę, że to najlepszy ich album z tych, które udało mi się przesłuchać.
Moje serce zostało zdobyte przez cudne "Just Breathe" w którym Eddie czaruje swoim głosem przez ponad 3 i pół minuty, a gdy się utwór kończy chcesz żeby zaczął się jeszcze raz, i jeszcze raz... Piosenka jakby wyciągnięta z soundtracku "Into The Wild". Perełka na płycie. Mój numer jeden i piosenka dnia ;)
To tyle o "Backspacer", mimo słabego wydania w sensie oprawy graficznej płyta warta przesłuchania, kupienia i uwielbienia! Ja poszukam wydania z książeczką w ładnym pudełku, żeby ukoronować nią moją półeczkę w domu.
Cheers ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz