30 października 2009

Muse Berlin 29.10.2009


Trzy miesiące temu dowiedziałam się, że ma być koncert. Reakcja: JADĘ!!! Dzień po dniu zbliżałam się do tego wymarzonego dnia.. Z każdym dniem apetyt rósł. Aż w końcu nastała długo wyczekiwana chwila.

Pobudka przed godziną 5... Z emocji nie mogłam dospać. Trzeba było się wyszykować. Zabrać najważniejsze rzeczy czyli: bilet, koszulkę Muse i euro (na nową koszulkę Muse). Jeszcze jakieś kanapki na drogę. I wyruszamy do Poznania na dworzec letni gdzie będzie czekał bus. W busie ludzie wsiadający w Warszawie w półśnie robią Poznaniakom miejsce, jeszcze sprawdzenie "obecności". Godzina 7.40 odjeżdżamy :)

Jesteśmy w Berlinie jakoś po godzinie 12 więc do koncertu dużo czasu. Wyruszamy na małe zwiedzanko i jakoś czas zleciał.

Godzina 18:03 otwierają bramy! Nikt się nie pcha, każdy powoli podchodzi, ochroniarze sprawdzają torby jak już puszczą to trzeba dobiec do sklepiku z gadżetami!!! Koszulki zakupione w cenie 25 euro za sztukę (dla nas drogo a i tak szły jak świeże bułeczki). Czs ruszyć zająć jakieś fajne miejsce. Co mnie zdziwiło jakoś szczególnie dużo osób nie oblegało jeszcze barierek, więc stanełyśmy w takim miejscu, żeby nas nie stratowano ale jednocześnie, żeby widok był dość dobry. Jeszcze godzina...

Wybiła 19:30 na scenę wychodzi support. The Horrors - horror... Zero energii, muzyka nieciekawa... Image okropny... Dobrze, że skończyli grać po 30 minutach bo więcej bym nie zniosła...

Panowie od sprzętu zwijali ich kabelki i wynosili wszystkie duperele a my znów czekamy, z każdą minutą bardziej spragnieni naszego Muse!!! Parę minut po 20 (nie wiem ile bo zegarka nie miałam - w końcu szczęśliwi czasu nie liczą) gasną światła...

MUSE!!! W wieżowcach zaczynają zapalać się po kolei "okienka", muzyka rozbrzmiewa - cudne intro - po chwili pojawiają się na ekranach schody, sylwetki osób wchodzą po nich... Nagle kurtyny opadają i są!!!!! Matt po lewej, na środku Dom i po prawej Chris. Zaczyna się Uprising i tłum już szaleje! "We will be victorious" wykrzykują wszyscy na refrenie. Zaraz po - świetne, energetyczne Resistance! Tutułowa piosenka z płyty wprawia w ekstazę. Potem New Born! Zielone lasery nad naszymi głowami. Boskie wykonanie! Ludzie nie mają chwili wytchnienia zaraz po NB chłopaki zaczynają Map of the Problematique i Supermassive Black Hole. Nie mam siły! Nie słyszę własnego głosu ale skacze i krzyczę dalej! Następnie wielkie zdziwienie... Zaczyna się Guilding Light... Słaby punkt płyty ale na żywo geniusz!!! Potem masowa Hysteria! Czuję, że umieram i rodzę się na nowo! Teraz chwila oddechu United States of Eurasia, świetne Feeling Good i mroczne Undisclosed Desires... Te niskie dźwięki Keytaru... Ach! I znów uderzenie - Starlight rozgrzewa, kompletny szał przy Plug in Baby, Time is Running Out i absolutnie miażdżące Unnatural Selection!!! "Ołszioooooooooooooooon!!!" Chłopaki uciekli ze sceny, ale my kompletnie wykończeni krzyczymy, klaszczemy, byle tylko powrócili... Znów rozbłysły światła i spokojny początek Exogenesis: Symphony Part 1 (Overture). Cudne! Boskie! Brak słów żeby to opisać. Potem idealne przejście do Stockholm Syndrome i znów miazga! Szał! Wiemy, że koncert zbliża się ku końcowi więc dajemy z siebie wszystko! Całą energię, która nam została... Chris zaczyna grać na harmonijce... Knights of Cydonia

Nie pamiętam, między którymi utworami Chris i Dom zagrali tzw. Helsinki Jam ale to było coś świetnego, kompletnie nie do ogarnięcia! Obracająca się perkusja, światła... Cudo!!!

Światła zgasły... tyle wyczekiwany koncert dobiegł końca... Jednak gdzieś tam w środku nadal brzmią znajome dźwięki. Jak bym chciała cofnąć czas i być tam znów... 

Dowiedziałam się jednego - mianowicie, że kocham MUSE! I że nigdy w nich nie zwątpie... Mam nadzieje, że przyjadą do nas, do Polski.

Podsumowując, przeżyłam cudowne chwile, poznałam wspaniałych ludzi i nigdy, przenigdy nie zapomnę tego koncertu. 

Cheers :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz